piątek, 9 października 2009

WFF to już dziś!

witam wszystkich

jako, że siedzę wewnątrz organizacji, to wiem trochę więcej ;) i polecam poniższe filmy.
w tym roku ważnym novum jest fakt, iż sekcje są ściśle przypisane do sal, jakbym był zwykłym widzem, skupiłbym się np. na jednej sekcji. FREE SPIRIT czyli wolny duch (ew. slow ghost) - to bym oglądał. no i polskie filmy - ja wiem, że wejdą do kin, ale tu jest festiwal proszę państwa, atmosfeira, spotkania z twórcami itp itd.

ale jest dużo inspirujących tytułów (część tytułów oryginalnych, część polskich, wg sekcji, M-Multikino golden terraces; K-kinoteka; KU-kultura; cyferka - nr sali):

International (M2)
dom zły
mężczyźni na moście
nic osobistego
pasja gabriela
świnki
thomas
slovenka

1-2 (M8)
cudowna
lisiczki
lymelife
nadgryziona kula
oko cyklonu
rewers
szczekanie czarnych psów

wolny duch (K4)
czyściec
gdzieś czyli nigdzie
kwestia rozmiaru
cronicas chilangas
pechowcy
wróg

Dokumenty (K7)
plac zabaw
kimjongilia
cierń w sercu
favela w ogniu
fiesta za i przeciw
wszystko na widoku

mistrzowskie dotknięcie (M1, M3)
girlfriend experience
hilde
kostucha
louise-michel
city of life and death
moon
pragnienie
zabić sędziego

odkrycia (K1, K2, K3)
gigantyczny
gra w ojca
london river
między nami
niewypowiedziane
pielęgniarka. Wojownik. Chłopiec.
Pierwszy oddział moment prawdy
samson i dalila
wszyscy inni
zwykli ludzie

Shorts (KU)
kuchenne marzenia
arena

a w następny weekend - rodzinny weekend. przyprowadzamy pociechy i cieszymy się kinem wraz z nimi.

szczegóły co gdzie kiedy - na www.wff.pl (jeżeli masz internet explorera, to zmień na mozillę albo klikaj do skutku, taka to technologia)

peace and luv !

sobota, 26 września 2009

wojna polsko-ruska

lepszej daty na seans nie mogłem wybrać - 17 września...

i cieszę się, że udało mi się zobaczyć go na dużym (powiedzmy - bo to kino.lab) ekranie. atmosfera sali kinowej itede., przed werdyktem jury w gdyni - good.

z perspektywy formy: świetna zabawa, nowatorskie podejście, technika światowa.
z perspektywy opowieści: rytm pięknie sobie radzi do momentu bójki, następuje załamanie, potem trochę wraca, ale w scenach na plaży znów dół. natomiast naprawdę szacunek za wydestylowanie historii z języka literatury na ekran. przy czym znamię masło(w)skiej we narracji utrzymano, a przede wszystkim to właśnie SŁOWO uczyniono głównym bohaterem. scena przesłuchania - zabawna i yntelygentna gra z kinem i widzem. no i korpo-perełeczka czyli postać ali (ile ja się tego nasłuchałem...).
roma gąsiorowska - jestem bardzo ciekaw, jak droga tej dziewczyny się rozwinie: asfalt, autostrada czy manowce/bananowce ?
w każdym razie - kibicuję.

środa, 16 września 2009

Warszawski Festiwal Filmowy - zwiastun

A dziś - zwiastun 25. WFF



Mojemu synkowi ludzik się podobał :)

czwartek, 10 września 2009

Warszawski Festiwal Filmowy - zapowiedź

Nie, wcale nie zasnąłem ani nie zniknąłem... Może trochę moje możliwości manualne zmalały, bo mi kostka łódeczkowata wzięła była i rozpadła się na dwa nie pasujące do siebie kadłubki albo dzióbek i rufkę...

Przed nami 25. edycja WMFF (M - mieżdunarodnyj) w dn. 9-18.10. w kinach warszawskich: Kinoteka, Multikino-Złote Tarasy i Kultura. Wybór tego ostatniego obiektu budzi moją szczególną radość - otoczenie, zwłaszcza wieczorne, jest samo w sobie rewelacyjną scenografią. A i dumę "jaka piękna ta nasza stolica" pielęgnuje i podsyca!

Dziś na stronie festiwalowej znajdziecie pierwsze zapowiedzi repertuarowe.

Już warto szperać i listę życzeń zapełniać.


sobota, 15 sierpnia 2009

akt oskarżenia

ostatnio coś nie bardzo... nie żeby zupełnie nic, ale jednak...

pourodzinowo korzystając z wolnego popołudnia poszedłem do iluzjonu, dopiero drugi raz w nowym miejscu (poprzednio ga ga chwała bohaterom). rzadko mam okazję iść ot tak w ciemno, gdy tytuł w gazecie nic nie mówi, a jedynie godzina odpowiednia. a jest to ekscytujące, daję się wkręcić historii. w dobie przesytu i wręcz niechcianego wlewu w uszy informacji, trudno jest o takie chwile. na dodatek brak czasu zmusza do selekcji. a tu proszę - błogie poddanie się chwili w czystej postaci. no prawie - bo kupując bilet wiedziałem już że to alfred h.

film z 1947 roku, w roli głównej gregory peck, powojenny londyn i mroczny dramat sądowy. schematycznie: klasyczny trójkąt, femme fatale sprowadzająca swego adwokata na złą drogę, zbrodnia i tajemnica. 113 minut minęło szybko. kunszt mistrza wiecznie żywy. ciekawe postacie kobiece, różnorodne choć łączy je jedno - wszystkie w cieniu swych mężczyzn. dobry materiał dla eseju genderowego.

na marginesie - z nostalgią zwróciłem uwagę na czołówkę filmu w języku polskim, ze stylizowanymi na średniowieczne liternictwo napisami. aha - i dziwny zwyczaj nie tłumaczenia wszystkiego. w ogóle to dobry materiał dla studentów filmoznawstwa.

wtorek, 7 lipca 2009

Michael RIP

dialog iście filmowy
zasłyszane dziś rano w osiedlowym kiosku:
- eee, ma pani, może płytę, tego, eee, tego co dziś chowają, eee, presle... elv...
- dżeksona?
- a tak, tak
- nie, nie mam
(klientka wychodzi, pani w kiosku do mnie)
- proszę pana, ludzie to czasem takie bezdurne są...

wtorek, 16 czerwca 2009

ile waży koń trojański?

co to za tytuł? jestem tępy, ale jakoś nie mam ochoty rozkminiać... po takim dziadostwie jak ten film, lepiej szybko wszystko co z nim związane, wymazać z pamięci. może jedyny więckiewicz jeszcze jakoś tą swoją postacią w miarę się broni. ale reszta na każdym poziomie to żal i padaka.

w ogóle miałem nie pisać, zasadniczo, o filmach obejrzanych na dvd. TYLKO KINO. ale zasady są do łamania, a poza tym zbulwersował mnie ten film - przeraźliwie nisko pełzającym po podłodze poziomem. to znaczy jeżeli odnośnikiem są polskie romantyczne komedie najnowszej generacji - to muszę przyznać, że jest zjadliwszy. ale czy dla reżysera kingsajzu (przywołany zresztą na wygenerowanym komputerowo kinie moskwa) albo vabanków to jest kino do którego by się chciał odnosić? wątpię. natomiast żal żal żal patrzeć, a zwłaszcza słuchać - beznadziejne dialogi, gdzie zaginęły cięte riposty? mało interesująco, tak po cepeliowsku, wypadają te wszystkie nachalnie serwowane elementy rzeczywistości lat 80. ... ale najgorsze, i tego nie wybaczę, przyszło z końcem filmu. DLACZEGO ON SIĘ URYWA?! gdzie jest pointa (czyt. po-inta)? te dwie postacie wychodzące z konia?! że niby co?! koniec i bomba, a kto widział ten trąba?!

pani główna bohaterka cofając się w czasie wywołuje różne ważkie zmiany w przyszłych zdarzeniach, a jedyne co nam pokazuje machulski, to że babcia żyje... nie, no ekstra! halo!!! a reszta? to po jaką cholerę się ta kobiecina pociła się przez 3/4 filmu? tanio i nieelegancko. a powiem szczerze, że liczyłem na puentowanie w najgorszym wypadku podczas napisów na zasadzie krótkich scenek ze zmienionej współczesności. nic. i nieśmiesznie. totalne rozczarowanie.

pointa: muzyka doprowadzająca do szału - espanish guitarrrr, po co? się grzecznie pytam po co???