sobota, 13 marca 2010

The Limits of Control

Miałem wrażenie, że gdyby to było kino nieme, może tylko z napisami, ale może i bez, ten film byłby lepszy.

Historia jest tylko pretekstem, według mnie dla obrazów, Hiszpanii (moje prywatne odchylenie) i przede wszystkim braku sensu w ogóle (he he he - mocne). I wtedy ma sens, bo w przeciwnym wypadku - frustracja i (nie)możliwe wnerwienie na reżysera.

Ryzykowne?

Taki afilm, tak mi przyszło do głowy, określenie go jednym słowem.

1 komentarz:

Łukasz pisze...

Zastanawiałem się kiedyś (już teraz nie), czy można stworzyć film, który opiera się na scenach dziejących się poza ekranem, poza tradycyjnym kadrem. JJ zawsze pokazywał miejsca, ludzi, słowa, wydarzenia, które w normalnym filmie wstyd wypowiedzieć. Bo po co, bo nudne, bo za mało ważne na ekran. On pokazuje wszystko, co z punktu kina jest nieistotne :)