niedziela, 22 listopada 2009

Bękarty wojny / Inglourious Basterds

A propos tytułu - aż się prosi, żeby lekutko zabawić się polskimi słowami, a tu wyjątkowo nic. Chociażby 'benkarty', a tu kompletna poprawność. Dziwne.

Przez ostatnią godzinę, może trzy kwadranse, uśmiech i radość nie mogły zsunąć się z moich ust. Wyszedłem z kina wielce rozradowany i od razu zadzwoniłem do R., bo to z nim widziałem pierwszy film Tarantino, wspomniane wcześniej "Wściekłe psy". Niestety jeszcze nie widział, więc nie mogliśmy się poprzerzucać szczegółami.

Rewelacyjne dialogi i postaci, humor, poezja obrazu zabijania - scena śmierci Shosanny (te kolory! - biały mundur kontra czerwona suknia), historia, jak zwykle muzyka... Uwielbiam tego typa! I jeszcze zabawa kinem, uczynienie sali kinowej centrum całej historii (a jakie piękne to kino!), smaczki różnych ujęć...
Czad!

Poniżej ciekawostki dwie - zabawa w kino par excellence. W filmie jest film, a poniżej jego trailer oraz making of. Żarcik przedni i ubaw po pachy.



piątek, 20 listopada 2009

Henry Rollins

Dzis znow brakuje mi polskiej czcionki i znowu bardziej muzycznie, chociaz oczywiscie koneksje filmowe znalezc mozna. Ale najpierw meritum - ostatnia audycja pod egidą Henry'ego zaczyna sie od Johna Coltrane'a po czym mamy trójcę (o! wróciła czcionka!) Lou Reed, Iggy Pop oraz David Bowie. Co prawda tym razem Henry jeździ gdzies po Azji i muzykę wybrał niejaki Shepard Fairey, ale zastępuje go zacnie.

Koneksje filmowe? Proszę bardzo dwie: Henry aktorem w Johnnym Mnemonicu a 'Perfect Day' istotnym utworem w 'Trainspotting'. Dalej mi się nie chce szukać.

PS. Ok, wiem trochę naginam - podoba mi się zestaw muzyczny tej audycji, ot i taka prawda ;)

poniedziałek, 16 listopada 2009

Sputnik i nie tylko

Jest taki festiwal filmów rosyjskich - jego 3. edycja właśnie dobiegła końca. Skorzystałem z akredytacji (dzięki K&M) tylko dwa razy, ale to były ciekawe filmy.

Najpierw BRAT - film, który w kinach mnie ominął. Rzeczywistość noworosyjska, gangsterska, taka, jaką sobie wyobrażamy w krajobrazie Sankt Petersburga (Piter - jak mówią bohaterowie). Brudnego, pełnego liszaji na ścianach, gdzieś tam na dalszym planie złote kopuły i odnowione zabytki. Historia dotykająca post-wojennych (Czeczenia) konotacji, tworzących się (istniejących) klimatów biznesowo-bandyckich. Pokazana z pierwszej ręki, quasi-dokumentalna. Tragizm przeznaczenia (taaa), ale ja przede wszystkim zostanę z dwoma elementami: fascynacja muzyką u młodszego brata i zabijanie bez rozterek. Mnie z kolei fascynuje w filmach pokazywanie pozbawiania życia bez rozterek, wahań, na raz. Nie chodzi mi o aspekt ludzki (ciekawe, bo przecież giną ludzie), ale jak to jest przedstawione. Prosty, krótki, banalny akt i nie ma świata. Wycieramy krew, ćwiartujemy zwłoki i już. Zadaniowo.

Drugi to MORFINA - 1917 rok, najpierw gdzieś daleko rewolucja, na zaśnieżonych pustkowiach rosyjskiej prowincji szpital (szpitalik w zasadzie). Młody lekarz, doświadczony tylko w amputacjach, przyjeżdża by świadczyć usługi wszelakie. Tu trzy elementy (dziś tak na wyliczanie mi się zebrało).

1. Uzależnienie - niby w kontekście historyczno-geograficznym, a przecież tak uniwersalne. Kiedy przed salą zobaczyłem autora 'Wszyscy jesteśmy Chrystusami' pomyślałem, że to fajne, że chodzi na 'ciekawe' kino. I dopiero w trakcie filmu zrozumiałem jego wybór seansu...

2. Niejeden horror gore jest bardziej soft niż trzy sceny z filmu: amputacja nogi - najpierw widok poszarpanej skóry, mięśni i połamanych nóg (kamera nie ucieka), a potem piłowanie i widok nogi po zabiegu - przekrój kości udowej, jak u rzeźnika w sklepie (skojarzenie z wędzonym udkiem kurczaka... nie, nie jestem chory - ot, takie luźne skojarzenie); tracheotomia u małej dziewczynki i poparzeni pacjenci. Mocne. Aż dziwne, że nikt nie wyszedł. Chyba czasy się zmieniły, bo pamiętam przedpremierowy pokaz 'Reservoir Dogs' w Atlanticu (jeszcze przed remontem, chyba 1993 to był? Pamiętasz Radziu?), gdzie podczas sceny ucinania ucha (w rytm 'Stuck In The Middle With You') połowa ludu wyszła, trzaskając głośno (bo to stare fotele były) fotelami.

3. Rewolucja jednak dopada i prowincję, pojawia się powoli, znienacka, ale jak wkracza ze swoją bezceremonialną butą i pewnością niesionego sztandaru, to jest krwawo i strasznie. Dobrze pokazana w soczewce ta jej zwykłość, codzienność, wpływ na zastany porządek.

PS. Jak to jest, że ludzie w kinie znowu się śmiali nie w tych momentach co ja? Pierwszy raz poczułem ten dysonans, brak kontaktu z bracią na widowni, lat temu 15, na seansie w Iluzjonie-Śląsku, oglądając 'Blue Velvet'. Kiedy Isabella Rossellini krąży naga, w szoku, ja byłem totalnie zmrożony, a publika wyła...

piątek, 13 listopada 2009

Los Abrazos Rotos

Dla Polonusów - Przerwane Objęcia.

I właściwie niewiele więcej. Spora zabawa dla maniaków, zwłaszcza zakochanych w Pedro.
Bawi się chłopak swoimi filmami (głównie Kobietami na skraju załamania nerwowego tj. Las mujeres al borde de un ataque de nervios - ładnie brzmi, nieprawdaż?), rolami różnych osób, które biorą udział w procesie tworzenia filmu.

Ładne wnętrza (jak zwykle), kolory, ciekawe puzzle zdjęciowe, malownicza, niepokojąca i romantyczna Lanzarote.

Historia - bez zaskoczeń (jak na Almodovara), dla mnie jeden smaczek przywodzący na myśl humor z początkowych utworów. Chodzi mi o założenia scenariusza filmu o wampirach - uśmiałem się, eso si.

No i pewnie, uroda Pe - bez dyskusji daje przyjemność oczom.

I tyle.

Buenas noches chicos !

PS. Ciekawostka z materiałów producenta. Napisy początkowe pojawiają się na taśmie o odmiennej fakturze niż sam film. Są to sceny nagrane kamerą wideo, podłączoną do kamery filmowej Panavison, aby móc na bieżąco sprawdzić to, co się nagrało, zweryfikować poprawność nagranej sceny. Aktorzy nie wiedzieli, że są nagrywani. Zazwyczaj te nagrania nie są nigdzie publikowane, ale reżyser tym razem postanowił je wykorzystać. Kobieta i mężczyzna, którzy pojawiają się na początku (nieznane twarze), to dublerzy (dobles de luces) Penelope Cruz i Lluisa Homara - głównych aktorów. Oni pojawiają się po chwili, przyjmują niejako w tych ujęciach rolę dublerów własnych dublerów ;) Pe - z poważną twarzą, przed kręceniem sceny, w której będzie płakała, seńora Homara widzimy tylko z tyłu, wydają się być sobie zupełnie obcy. Choć fryzura aktorki czerpie inspirację z kreacji Audrey Hepburn w Sabrinie, reżyserowi z postawy przypomina bardziej Sean Young z Blade Runnera. (Bez bicia - pierwszego nie pamiętam, drugiego niestety nie widziałem...).
PS2. Aha, doczytałem - to są dublerzy, którzy tylko ustawiają się w miejscu, gdzie będą aktorzy podczas kręcenia sceny, żeby można odpowiednio ustawić światło (dublerzy świateł).

niedziela, 8 listopada 2009

Biała wstążka

Szanowny Panie Michale,

Jest Pan jedynym obecnie znanym mi i odbieranym reżyserem, który potrafi wcisnąć swoje pięści, obłożone różnymi dziwnymi elektrodami, we wnętrze mojego żołądka, zakręcić jelitami i na dodatek ostro posmarować piri-piri te ostatnie zwoje mózgowe, które jeszcze nie zmartwiały od alkoholu.

Po środowym seansie w pałacowych wnętrzach mój mózg domagał się oczyszczającego wymiotu. Nie dostał go, o nie. Wszystko pokręciło się po synapsach i znając podświadomość (ha, cóż za odważne stwierdzenie), będzie się nadal kręciło. Mimo niewymownej chęci wyjścia (czego nigdy, podkreślam - nigdy nie czynię), nie tylko zostałem w fotelu, ale chciałbym Pana film zobaczyć ponownie. Czy jestem masochistą, zapytuje Pan? Nie, nie, po trzykroć nie. Po prostu hipnotyczna, perwersyjna przyjemność, może post-przyjemność, to powoduje. Powiem tylko o obrazach, rytmie i melodii perfekcyjnego języka germańskiego oprawcy. I nic więcej.

Trochę jeszcze o przemocy - to jest jak miła rozmowa, miłe spotkanie, gdzie już na początku powinno mi przemknąć przez tę pustkę zwaną głową, ale nie przemyka, bo to takie miasto bez podejrzeń... I brak reakcji - uwalnia dalsze wydarzenia. Ale w taki sposób, że dialog trwa, a interlokutor wyciąga, całkiem postrzeżenie, nie-mimo-chodem, swoje chirurgicznie aseptyczne, brzytwowo-skalpelowe dłonie, którymi niby od niechcenia głaszcze mnie, tudzież przypadkowo smaga (ALE JA NIE WIEM, ŻE SMAGA) tak, że moje eleganckie biało-brazylijskie wdzianko (lniana koszula i takież spodnie) i plażowy piasek na którym stoimy sącząc whisky w południe, nagle wybuchają (banalnie, wiem) PURPURĄ, królewską, pulsującą, lwią krwią...

No cóż, ciekaw jestem Białej wstążki 2 (dla mnie dwa), choć nie wiem, kiedy to może nastąpić - rzadko chadzam dwa razy na ten sam film (ostatni raz to chyba były Oczy szeroko zamknięte, jakiś 1999?). Niemniej poinformuję Pana w osobnej korespondencji o moich wrażeniach.

Z poważaniem,

Życzliwy